Południowym wybrzeżem (Trelleborg-Ystad, Kaseberga)

Koniec wycieczki nadchodził nieubłaganie i chyba szwedzkie lato postanowiło nam uprzyjemnić te ostatnie dni zapewniając miły, słoneczny dzień, który zapisał się w kronice wyprawy jako ten w którym: nie było deszczy, nie było pod górki (a przynajmniej nie mocno) i nie było pod wiatr (taaaaak, w przyrodzie występuję zjawisko atmosferyczne jakim jest wiatr w plecy rowerzysty 🙂 ).

Droga spod Malmo do Ystad (a raczej ciut za) okazała się przyjemną przejażdżką, podczas której na dłuższą chwilę, kawę i ciacho zatrzymaliśmy się w Trelleborgu.

Czytaj dalej Południowym wybrzeżem (Trelleborg-Ystad, Kaseberga)

Na skróty przez most (Kopenhaga-Malmo)

Wyprawa powoli zmierzała do końca i ponownie skorzystaliśmy z dobrodziejstw kolei żelaznej, tym razem by dotrzeć z Kopenhagi do Malmo. Przejechanie rowerem całego mostu nad Sundem na pewno byłoby ciekawym przeżyciem, niestety nie można zrobić sobie takiej przejażdżki 🙁 Pozostało cieszenie się widokami za oknem pociągu (momentami miało się wrażenie że sunie on po wodzie).

Czytaj dalej Na skróty przez most (Kopenhaga-Malmo)

Stara i nowa stolica (Kopenhaga, Roskilde)

Po przybyciu do Kopenhagi i zadomowieniu się w hostelu, wyruszyliśmy na wieczorny rekonesans. Celem spaceru została Syrenka (w końcu najsłynniejsza rezydentka miasta), do której ruszyliśmy m.in. poprzez tłoczny i gwarny Nyhavn (mieliśmy też okazję zweryfikować i docenić dokładność z jaką oddaje go miniatura w Legolandzie). Spacer dość długi, gdyż kopenhaska panna wpatruje się w wody zatoki daleko od głównych ulic czy deptaków. Po dotarciu mogliśmy tylko stwierdzić, że wieczór tuż przed zachodem słońca to zła pora na wizytę –  skryły ją cienie.

Czytaj dalej Stara i nowa stolica (Kopenhaga, Roskilde)

Torami, na skróty, ku miastu baśni (Randboldal-Vejle-Odense)

Na wakacjach czas płynie szybko, a do Kopenhagi, Malmo, Ystad jeszcze dużo kilometrów zostało. Stąd też decyzja o zwiększeniu prędkości pokonywania kilometrów za pomocą duńskiej kolei. Po dotarciu do nadmorskiego Vejle i rowerowej rundce honorowej wzdłuż jego głównej ulicy, wsiedliśmy w pociąg, który zawiózł nas wprost do stolicy Fionii – Odense (mieliśmy też przyśpieszony kurs wymowy nazwy tego miasta-obawiamy się, że dla nie-Duńczyka jest to niewykonalne;))

Czytaj dalej Torami, na skróty, ku miastu baśni (Randboldal-Vejle-Odense)

Od króla Gorma do ludzika Lego (Givskud-Jelling-Randboldal)

Powoli zbliżaliśmy się do krainy dziecięcych marzeń – Legolandu. Nie chcąc tracić zbyt dużo czasu na dojazd w dniu wizyty postanowiliśmy przenieść się bliżej Billund. Wybór padł na camping w Randboldal, gdzie obsługa była również w języku polskim(w osobie bardzo pomocnej pani Danuty).

Relokację poprzedziło zwiedzenie małego miasteczka Jelling. Niepozorna ale urocza mieścina w pełni zasługuje na slogan, którym się posługuje”małe miasto z wielką historią”.

Czytaj dalej Od króla Gorma do ludzika Lego (Givskud-Jelling-Randboldal)

Z wizytą u Knuda Rasmussena i człowieka z Tollund (Tisvildeleje-Aarhus-Silkeborg-Givskud)

W niedzielę samopoczucie poprawiło się na tyle, że postanowiliśmy kontynuować podróż i obraliśmy kurs na dom Knuda Rasmussena.

Szpital na peryferiach
Szpital na peryferiach

Do Hundested i domu badacza, dotarliśmy częściowo poprzez karłowaty las rezerwatu Tisvilde (kryjące niespodzianki, których nie kojarzy się raczej z Danią), częściowo przez ścieżki wiodące nadmorskimi skarpami i letniskowe miejscowości (bez większego trudu daje się w nich zauważyć podtrzymywanie przez Duńczyków tradycji krycia dachów strzechą).

Czytaj dalej Z wizytą u Knuda Rasmussena i człowieka z Tollund (Tisvildeleje-Aarhus-Silkeborg-Givskud)

„To be or not to be… in Elsinore” (Hoganas-Helsingor-Tisvildeleje)

Czwartek postanowiliśmy zrobić dniem luźniejszym, toteż niespiesznie opuszczaliśmy kemping i dość późno ruszyliśmy nadmorskim szlakiem ku Helsingborgowi.

Kierując się na zamek Kronborg w bliźniaczym duńskim Helsingor, potraktowaliśmy szwedzki Helsingborg trochę po macoszemu (i, sadząc po tych fragmentach miasta mijanych w drodze na prom, niesłusznie, bo miasto zdaje się mieć co zaoferować tyrustom). Do portu wjechaliśmy minimalnie za późno i po odprawie biletowej mogliśmy tylko rzucić pożegnalne spojrzenie odbijajacej „Aurorze”. Na szczęście okazało się, że promy Helsingborg-Helsingor kursują naprawdę często i nie upłynęło dużo czasu do mometu wejścia na pokład promu o jakże adekwatnej nazwie „Hamlet”.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Czytaj dalej „To be or not to be… in Elsinore” (Hoganas-Helsingor-Tisvildeleje)

Ku zachodnim brzegom Szwecji

Następny dzień zaczęliśmy od wizyty w pobliskim Hembygdspark, gdzie korzystając z gościny mniej lub bardziej udomowionych rezydentów parku, zjedliśmy śniadanie i skorzystaliśmy z możliwości przetestowania szwedzkiej wersji gofrów (w końcu byliśmy nad morzem, gofer musi być;) ). Konkluzja – polskie gofry smaczniejsze i mniej tłuste:)

Jeden z mieszkańców parku
Jeden z mieszkańców parku

Czytaj dalej Ku zachodnim brzegom Szwecji

Tam, gdzie nietoperze zimują i brzmią gliniane kukułki (Vinslov-Vittsjo-Angelholm)

Vinslov opuściliśmy trochę zaspani – nocna burza nad głowami generowała straszny hałas i dużo jaskrawych rozbłysków, utrudniając spanie. Natura potrafi być strasznie hałaśliwa.

Krótka, poranna przejażdżka i dotarliśmy do grot, będących pozostałością po dawnych kopalniach wapieni, obecnie pełniących funkcję zimowej rezydencji nietoperzy ośmiu gatunków (Tykarpsgrottan) .

Czytaj dalej Tam, gdzie nietoperze zimują i brzmią gliniane kukułki (Vinslov-Vittsjo-Angelholm)